Zobaczyć Neapol i…

Po Neapolu mogłam się spodziewać wszystkiego, ale nie tego, że z miejsca skradnie moje serce. Kocham Rzym, byłam wcześniej w Pompejach i na wybrzeżu Amalfi, a Neapol znałam tylko z książek i Gomorry. Podejrzewałam, że będzie mi się podobać i będzie smakował, ale nie wiedziałam, że aż tak.

Mówili:

Po co ci ten Neapol?!

Życie ci za miłe? Nie słyszałaś, jaki tam bród i smród?

Za bezpiecznie się czujesz? Mojej znajomej obcięli torebkę brzytwą, przejeżdżając na skuterze…

Skoro kochasz Rzym, po co pchasz się prosto pod wulkan i mafię?!

No mówili, ale co z tego. Niech gadają co chcą, dawno przestało mnie obchodzić zdanie innych na temat tego, jak spędzam swój czas i na co wydaję pieniądze. I tak zrobię co zechcę, a co najważniejsze z dużą przyjemnością i to, co naprawdę kocham.

Liczyłam na to, że podróż do Neapolu będzie porównywalna ze słonecznymi dniami kiedyś w lutym w Rzymie, lub wcale nie wiosną, ale wręcz latem na początku kwietnia, też w Wiecznym Mieście. Było inaczej, ale czy gorzej? Znajomy mieszkający pod Pompejami opowiadał, że drugi tydzień pada deszcz i ostatnio takie ulewy odnotowano ponad dekadę temu, ale jak przyjadę, to na pewno już będzie ładna pogoda. W zasadzie nie chodzi o to, żeby było ciepło, po prostu chodzenie w strugach deszczu nie jest spełnieniem moich snów. Alessandro powiedział co wiedział, a ja z dziewczynani po kilku dniach wylądowałam u stóp Wezuwiusza z walizką wiosennych ubrań. Tamtego dnia okazało się, że Neapolitańczycy (tak nazywają siebie niemal wszyscy mieszkańcy Kampanii mówiący w dialekcie neapolitańskim) w prognozowaniu pogody nie są najlepsi. Do centrum planowałyśmy dostać się autobusem, jednak zastana ulewa uniemożliwiła nam odszukanie przystanku i czekanie na autobus. Musicie wiedzieć, że we Włoszech a szczególnie na południu rzadko kiedy istnieje coś takiego jak rozkład jazdy autobusów, do którego ktokolwiek się stosuje. Tak więc niewiele myśląc po kilku chwilach, wszystkie cztery siedziałyśmy w taksówce, która miała nas szybko i sucho dostarczyć w pobliże Via Toledo. W taksówce dowiedziałyśmy się, że tego dnia drużyna Napoli ma rozegrać mecz, naturalnie postanowiłyśmy ten wieczór spędzić w pobliskiej pizzerii przed telewizorem. Zawsze chciałam zobaczyć na własne oczy, czym piłka nożna jest dla Włochów. Mimo wielu podróży do Włoch temat futbolu w Italii wciąż był dla mnie nieodgadniony. W Neapolu za sprawą lokalnej drużyny miałam dowiedzieć się jak to wygląda naprawdę.

SSC Napoli największe sukcesy odnotowywało na przełomie lat 80. i 90. kiedy kapitanem drużyny był boski Diego Maradona. To dzięki niemu drużyna z Neapolu dwukrotnie otrzymała Mistrzostwo Włoch oraz puchar UEFA. Diego naprawdę jest w Neapolu traktowany ze szczególnym namaszczeniem i nie ma w tym ani kropli ironii. Na uliczkach Neapolu można spotkać niewielkie ołtarzyki, w których składane są kwiaty, zapalane świeczki poświęcone Matce Boskiej, Jezusowi czy Diego Maradonie. O piłce nożnej mówią wszyscy, każdy wie, kiedy odbędzie się najbliższy mecz Azzurri. Tamtego dnia taksówkarz, chłopak z B&B i pani na targu informowali, że dziś ich chłopcy grają mecz u siebie, czyli na stadionie San Paolo. Mówiąc o tym, że jestem z Polski w czasie tych rozmów nie słyszałam o wielkich Polakach słynnych na świecie tylko o tym, jaki to piękny kraj musiał wydać na świat Zielińskiego i Milika. Piłka nożna integruje neapolitańczyków bez względu na to, jak bardzo różni są i jest wspólnym czynnikiem jak religia czy język. Kiedy pierwszego wieczoru siedziałyśmy w pizzerii, podjadając specjały kuchni z Kampanii, przed telewizorem mecz oglądał każdy. Na czele z kucharzami i pomocnikami kuchni a my pękałyśmy z dumy po każdej udanej akcji Piotra Zielińskiego.

Neapol trochę sam jest jak mecz piłki nożnej. Jest głośny, szybki, czasami chaotyczny. Są miejsca spokojne i takie przepełnione ludźmi. Są takie, gdzie można zatrzymać się na dłużej i naprawdę zebrać myśli, ale też takie gdzie absolutnie nie da się tego zrobić. To nie jest wpis o tym, że Neapol jest piękny a Galeria Umberto I jest podobna do tej w Mediolanie ani o tym, że Muzeum Archeologiczne w Neapolu mieści skarby, jakie można sobie wyśnić. Ten wpis jest o tym, że Neapol to miasto tętniące życiem, zupełnie niepodobne do innego na świecie i o tym, że w oczach sprzedawcy na straganie można odnaleźć radość dziecka. Neapol to serce południa Włoch, a południe to jest już jak inny kraj. Kto był wcześniej w Mediolanie, czy Bolonii najlepiej zrozumie różnicę między północą a południem. Uporządkowana, bogata północ jest znacznie chłodniejsza od południa, i nie mam na myśli samej różnicy temperatur. Różnicę widać w samych ludziach, którzy na południu są znaczniej bardziej otwarci od tych z północy. Północ jest zabiegana, bogatsza, uporządkowana i nieco surowa, moim zdaniem bliżej jej austriackiego Wiednia niż do Rzymu. Południe natomiast to zupełnie inna para kapci. Jest głośne, serdeczne, radosne a jego mieszkańcom daleko surowości i niestety zamożności mieszkańców północy.

Neapol naprawdę jest wyjątkowy i nie jestem w stanie porównać go do żadnego innego miejsca na świecie. Położony nad morzem, tuż u stóp groźnego Wezuwiusza od wieków budzi zachwyt lub niechęć u ludzi. Goethe napisał dawno temu ,,zobaczyć Neapol i umrzeć”. Jedni interpretują jego słowa negatywnie, że dawniej miasto portowe było siedliskiem chorób i dla przybyszów był to ostatni życiowy przystanek. Drudzy, że miasto jest tak piękne, że jak się je zobaczy, nic lepszego już nas nie czeka i można spokojnie umrzeć. Ja drugiego dnia w Neapolu powiedziałam sobie samej ,,zobaczyć Neapol i zacząć żyć”. No właśnie, ale dlaczego? Odpowiedź jest prosta. To miasto po prostu cieszy na wiele sposobów. Jeśli lubisz dobrą kuchnię to miejsce dla ciebie. Jeśli jesteś pasjonatem historii to również i miejsce dla ciebie. Kochasz targi, starocie, rękodzieło? Świetnie jesteś w dobrym miejscu. Dobrze czujesz się na morzem, lubisz spędzać czas nad wodą? Tak to też miejsce dla ciebie. Wprawdzie w Neapolu ciężko o plażę, ale prawie niezawodną kolejką Circumvesuviana dojedziesz, chociażby do bajkowego Sorrento. W Neapolu ludzie tworzą niepowtarzalną atmosferę, co widać najlepiej idąc od Via Toledo w stronę starej części miasta. Życie w Neapolu jest raczej skromne, co widać po niewielkich mieszkaniach, w ciasnych uliczkach gdzie nie rzadko mieszkają wielopokoleniowe rodziny. Myślę, że jednak najlepiej mieszkańców Neapolu jest obserwować na targu. Jest to istne przedstawienie gdzie gwar miesza się z zapachem świeżych ryb, a warkot silników z przekrzykiwaniem sąsiada ze stoiska obok. Widać, że na targach kupują miejscowi, którzy znają się ze sprzedawcą i wydaje się, że żadna ze stron nie zna poczucia czasu a coś takiego jak nudne stanie w kolejce i przenoszenie ciężaru z nogi na nogę jest kompletnie nieznane. Na targach widać w ludziach radość z prostych rzeczy, np. z tego, że udało się kupić ładne karczochy i wydaje się, że z większym dystansem podchodzą do obaw przed konsekwencjami dnia następnego. W Neapolu można naprawdę poczuć, że ludzie żyją tym, co mają teraz, być może dlatego, że mieszkanie u stóp Wezuwiusza nie daje pewności co do przyszłości.

Co na mnie zadziałało i dlaczego chcę wrócić do Neapolu to fakt, że jest to miasto labirynt, trochę jak z bajki gdzie przechodząc przez magiczną szafę, wchodzimy do innego świata. Mimo deszczu i jedynie 2 godzin czystego nieba przez te kilka dni udało mi się zakochać w tym mieście. Było pięknie i pysznie, ciekawie i zabawnie i czułam się w Neapolu wyjątkowo… bezpiecznie. Poza miejscami, które każdy zobaczyć powinien jak Piazza Plebiscito, Castel Nuovo, Palazzo Como, katedra San Gennaro, kościół Gesu Nuovo czy Castel dell’Ovo warto wybrać się do drugiego miasta w Neapolu, podziemnego miasta. Neapol od wieków rozbudowywany zachował do dzisiejszych czasów sieć podziemi, które używane były jeszcze w XX. Napoli Sotteranea, czyli Neapol Podziemny to jedno z najciekawszych miejsc, jakie kiedykolwiek odwiedziłam. Wejście do niego znajduje się w starej części miasta i odbywa się w grupach z przewodnikiem o wyznaczonych godzinach, kosztuje ok. 10 euro za osobę.

Neapol w ogromnej części zbudowany jest z tufu, solidnej skały, na której znajduje się dzisiejsze miasto. W starożytności wydobywano surowiec z ziemi, budowano z niego budynki, zaś głębokie podziemia służyły do magazynowania wody. W czasie II wojny światowej w podziemnym mieście schronienie znalazło tysiące mieszkańców miasta, dla których ciemne jaskinie były domem czasami na długie tygodnie. To właśnie z tego okresu pochodzą napisy na skałach czy pozostawione przedmioty codziennego użytku, w tych najsmutniejszy obraz pozostawionych dziecięcych zabawek. Dla mnie osobiście był to bardzo smutny obrazek i kolejne potwierdzenie okrucieństwa wojny. Co ciekawe dzisiaj poza lekcją historii Neapol podziemny jest też miejscem badań głównie biologów, którzy sprawdzają jak w warunkach stałej wilgoci i braku światła słonecznego sprawdza się uprawa między innymi pomidorów i bazylii.

I właśnie pomidory i bazylia to kolejny powód, dlaczego jest mi cieplej na sercu, kiedy wspominam Neapol. Warto jechać do tego miasta, chociażby ze względu na doznania kulinarne. Neapol jest stolicą pizzy, to tutaj się narodziła podobno w roku 1889. Klasyczną margheritę składającą się z ciasta oraz sosu pomidorowego mozarelli i świeżej bazylii, trzech składników w barwach włoskiej flagi skropionych na koniec oliwą z oliwek, przygotował Raffaele Esposito dla Królowej Włoch Małgorzaty Sabaudzkiej i Króla Umberta I, którzy przybyli wtedy z wizytą do Neapolu. Miało to miejsce w lokalu znanym dziś jako Pizzeria Brandi, jedno z obowiązkowych miejsc każdego smakosza. Pizzą w Neapolu naprawdę jest fantastyczna a diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach, jakimi są doskonałe składniki połączone z prostotą i ogromną pasją. Co może zadowolić wszystkich oszczędnych i podróżujących niskobudżetowo to fakt, że ta doskonała, najlepsza na świecie pizzą jest tania. 5 euro za klasyczną margeritę, która rozpływa się w ustach to prawdziwa niespodzianka dla kogoś, kto za przeciętne w smaku to samo danie wcześniej w innych częściach Półwyspu Apeninskiego płacił 15 euro. Kuchnia neapolitańska to jednak nie tylko pizza, ale też serwowane na wiele sposobów podroby oraz oczywiście owoce morza i ryby. Mieszkańcy Kampanii przodują też w spożyciu warzyw, które najchętniej grilują, smażą lub mieszkają z ryżem i obtoczone w bułce tartej gotują w głębokim oleju. Kampania poza mozarellą di bufallo jest też ojczyzną makaronu. To właśnie tutaj w Gragnano niedaleko Pompejów znajduje się jedna z najstarszych i najlepiej ocenianych przez smakoszy firm produkujących makaron La Fabricca Della Pasta Di Gragnano.

Może i wiosny w Neapolu nie było, okulary przeciwsłoneczne decydowanie nie przydały się, ale to właśnie pamiątka z Neapolu w postaci parasola przypomina mi o tym, jak bardzo do Neapolu chciałabym wrócić. Wrócić, żeby pogubić się w uliczkach starego miasta i Quartieri Spagnoli, zjeść najlepszą pizzę na świecie z rozpływającą się mozzarellą di buffalo i aromatyczną bazylią, ale też popatrzeć na mural ze świętym Gennaro, który jest jednocześnie wejściem na Forcellę i zastanowić się dwa razy, zanim tam wejdę. Nie jest to dzielnica miasta szczególnie oblegana przez turystów, nie cieszy się dobrą sławą ze względu na szeroko pojętą uczciwość jego mieszkańców. Na Forcelli jednak można zobaczyć prawdziwy Neapol gdzie między sznurami z kolorowym praniem spotykają się starsi panowie, by pograć w karty. Bez wątpienia jest to rejon bezpieczniejszy od Scampi i Secondigliano, których niebezpieczeństwo obrazowo przedstawiono w genialnym serialu Gomorra. Tak czy inaczej, byle do wiosny. Może tym razem obędzie się bez parasola.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: