Po prostu Wilno!

Ubiegły rok minął mi pod znakiem spełnionych marzeń podróżniczych. Jednym z nim była podróż do Wilna miasta, o którym słyszałam od dziecka. Mickiewicz i Słowacki na lekcjach języka polskiego, Operacja ,,Ostra Brama” z historii a przede wszystkim temat Wilna w domu — miasta młodości moich dziadków. Wszystko to oraz wrodzona ciekawość ostatniej wiosny skierowały mój wewnętrzny kompas na północny-wschód.

Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo przewodnik, który zdążyłam przeczytać dostarczył mi w prawdzie informacji na temat architektury, historii, miejsc wartych odwiedzenia i tyle. Z jednej strony miasto pełne historii tej litewskiej i również polskiej, tętniące życiem i nowoczesnością. Z drugiej strony w mojej głowie były negatywne skojarzenia generowane przez odbiór mediów… Sytuacja Polaków na Litwie, nacjonalistyczne ataki na polskie pomniki historii, europejska stolica zbudowana na gruzach ZSRR. I co się okazało na miejscu? Otóż… same pozytywy! Owszem nie jest idealnie (a gdzie jest?), chuligani są i Wilnie (na szczęście mi znani tylko z opowieści), ale wystarczy porozmawiać z Litwinami, aby przekonać się, że Polacy tak samo, jak inne narody są mile widziane. Dużo w tej kwestii powiedzieć mogą sami Polacy mieszkający na Litwie, którzy autora nieporozumień polsko-litewskich widzą w szefie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. No dobrze, to tyle o polityce (to nie miejsce ani temat) a teraz crème de la crème, czyli to co Wilno ma do zaoferowania.

Pierwszym miejscem, które zobaczyłam w Wilnie była Ostra Brama. Mieszkałam dosłownie 7 minut od tego miejsca więc tylko, kiedy rozgościłam się w pokoju pobiegłam zobaczyć jedną z wizytówek miasta szczególnie ważną dla Polaków. Brama jak to brama, na pierwszy rzut oka nie robi oszołamiającego wrażenia i niczym nie różni się od wielu bram miejskich jakie widziałam. I takie wrażenie towarzyszy pewnie każdemu, kto przechodzi przez nią od strony zewnętrznej nie widząc fasady z oknami. Kiedy jednak zobaczy się miejsce od właściwej (wewnętrznej) strony, emocje zmieniają się o 180 stopni. To, co miejsce skrywa za swoimi oknami od wieków budzi zachwyt zarówno wierzących jak i niewierzących przybywających na miejsce. W stronę ulicy Ostrobramskiej (lit. Aušros Vartų gatve) od XVII wieku spogląda na przechodniów Matka Boska Ostrobramska Królowa Korony Polskiej. Obraz nieznanego autora namalowany na dębowych deskach przykryty od drugiej połowy XVII wieku srebrem i złotem jest miejscem szczególnym dla Polaków i kierunkiem pielgrzymek wierzących z całego świata. Myślę, że dla wielu z nas miejsce to najbardziej kojarzy się z Wilnem, za sprawą obowiązkowo wykutej na blachę inwokacji Pana Tadeusza w szkole. Schodząc jednak w dół ulicy od wewnątrz bramy, czeka nas więcej miejsc, które wryją się w pamięć i prawdopodobnie przyćmią mickiewiczowskie wspomnienia.

Ta część miasta zwana starym miastem jest bardzo zadbana, ładna i nie potrafię go porównać do innego miasta jakie znam. Ktoś mnie pytał, czy Wilno można porównać do Warszawy lub innego polskiego miasta. O tuż nie, nie można i nie potrafię, bo stolica Litwy ma wyjątkowy i niepowtarzalny charakter. Stare miasto jest urokliwe i kameralne, tuż za nim na placu katedralnym z widocznym obok wzgórzem Giedymina nabiera zupełnie innego charakteru. W tle nowoczesne biurowce przeplatają się ze świątyniami różnych wyznań i oto wyrasta Wilno — europejska stolica.

Stare miasto w Wilnie uchodzi za jedno z najlepiej zachowanych w tej części Europy, od 1994 wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Układ ulic i ich rozmieszczenie nie zmieniły się znacznie od średniowiecza i pewnie dlatego starówka jest taka przytulna. Tę część miasta można podzielić (według mojej własnej interpretacji) na trzy części: górną z Ostrą Bramą, środkową z rynkiem i ratuszem oraz dolną z bazyliką archikatedralną. Nazwana przeze mnie dolna część jest moją ulubioną. Pełno w niej zabytkowych kamienic, ciasnych uliczek, którymi chadzali Słowacki, Mickiewicz i Miłosz, które prowadzą do ulubionego kościoła Napoleona — kościoła Świętej Anny. Mam z tym kościołem pewien problem, bo o ile jego gotycka fasada zrobiła na mnie ogromne wrażenie, to maleńkie wnętrze przyćmiło wizję o słynnym kościele ufundowanym przez samego króla Aleksandra Jagiellończyka, za którym nawet w Paryżu tęsknił wielki wspomniany już Napoleon. Kościół jest jakby przyklejony do zespołu klasztornego bernardynów i stanowi jego kaplicę, a tuż obok niego znajduje się kościół św. Franciszka i św. Bernarda, który nie bez powodu zajął szczególne miejsce w moim sercu. Ten gotycki kościół i budynki klasztorne przez lata były wielokrotnie przebudowywane i przeżyły między innymi: oblężenie i ostrzały Wilna pod koniec XVIII wieku, po powstaniu styczniowym stanowiły koszary dla armii rosyjskiej, w budynkach klasztornych w późniejszym okresie mieścił się Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego, po II wojnie światowej popadał w ruinę… Dla mnie kościół ten ma szczególną wartość, gdyż w tym miejscu 11 listopada 1944 roku moi dziadkowie wzięli skromny ślub, który był początkiem trwającego 50 lat szczęśliwego małżeństwa. Od 1994 roku kościół znów pełni swoją rolę — świątyni dla wiernych i wciąż wymaga remontu. Jego wnętrze jest surowe, ubogie, a na ścianach przebijają się gdzieniegdzie zapomniane freski i unikatowe malowidła z XVI wymagające renowacji. Wnętrze kościoła stanowi kontrast z tym co dzieje się na zewnątrz, czyli piękną fasadą, bramą i położonym obok skwerkiem z pomnikiem Adama Mickiewicza.

Będąc w tym miejscu, warto udać się parę kroków dalej i przejść na prawy brzeg Wilejki na Zarzecze. Niewielka dzielnica Wilna pełni podobną rolę jak Zatybrze w Rzymie. Zarzecze jest jedną z najstarszych części Wilna i stanowi centrum wileńskiej bohemy, nazywana jest republiką artystów. W 1997 roku Zarzecze proklamowało niepodległość i stanowi Užupio Res Publica. Artystyczna Republika posiada własnego prezydenta, flagę, hymn i oczywiście konstytucję przetłumaczoną na wiele języków (również język polski), którą można przeczytać na tablicach umieszczonych na jednym z murów. Konstytucja jest nieco zakręcona i stworzona z przymrużeniem oka, jednak chcąc nie chcąc jej twórcy w 100% wpisali się w potrzeby i wymagania mieszkańców, a jej fragmenty są uniwersalne. Oto niektóre z jej najważniejszych punktów:

Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka.
Człowiek ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówek.
(…)
Człowiek ma prawo do błędów.
(…)
Człowiek ma prawo czasami nie wiedzieć, czy ma obowiązki.
(…)
Człowiek ma prawo do szczęścia.
Człowiek ma prawo do wiary.
Człowiek nie ma prawa do przemocy.
(…)
Człowiek ma prawo rozumieć.
Człowiek ma prawo niczego nie rozumieć.
Człowiek ma prawo być różnej narodowości.
(…)
Człowiek nie może się dzielić tym, czego nie ma.
Człowiek może być wolny.
Człowiek jest odpowiedzialny za swoją wolność.
Człowiek ma prawo płakać.
Człowiek ma prawo być niezrozumianym.
(…)

Symbolem miasta jest Góra Giedymina, dawna Górą Zamkową, po której została zaledwie Baszta Giedymina (baszta wschodnia). Góra jest niewielka, na jej szczyt prowadzi kamienna droga przechodząca w schody i nie stanowi ona problemu nawet dla kogoś mało wysportowanego. Warto wejść na jej szczyt, bo rozpościera się z niej widok na panoramę miasta. To właśnie z tego miejsca najlepiej widać kontrasty, o których wcześniej pisałam gdzie historia miesza się z nowoczesnością. Nieopodal Góry Giedymina znajduje się wyższa góra — Góra Trzech Krzyży, której pokonanie jest nieco trudniejsze, ale równie warte. Góra Trzykrzyska według legendy za czasów Olgierda była miejscem męczeństwa siedmiu franciszkanów. Czterech z nich strącono do Wilejki, zaś trzy Krzyże z ciałami męczenników ustawiono na górze. Trzy krzyże (oczywiście na przestrzeni wieków nie te same) 30 maja 1950 roku zostały wysadzone w powietrze i dopiero w 1989 roku społeczeństwo Litwy postanowiło odbudować je jako pomnik ofiar stalinizmu na Litwie.

W dolnej części miasta największą atrakcją jest Plac Archikatedralny z Bazyliką św. Stanisława Biskupa i św. Władysława, przepiękna świątynia będąca miejscem pochówku wielkich książąt litewskich i królów Polski. Na placu znajduje się też całkiem pokaźnych rozmiarów (57 metrów) dzwonnica katedry stanowiąca oddzielny obiekt, tzn. znajduje się obok samej świątyni. Dzwonnica nie pełni tylko oczywistej roli wzywania na modlitwę, lecz również oznajmia o najważniejszych wydarzeniach w życiu państwa (coś pewnie jak dzwon Zygmunta na Wawelu). Co ciekawe dolna kondygnacja dzwonnicy to resztki jednej z obronnych baszt Zamku Dolnego. Dzwonnica była wielokrotnie przebudowywana i stała się mieszanką stylów, który jednak idealnie współgra z ogromnych rozmiarów archikatedrą.

W Wilnie znajduje się wiele obiektów historycznych związanych z historią Litwy i Polski, świątyń nie tylko katolickich, o których jednak nie trudno znaleźć informacje w przewodnikach czy biuletynach turystycznych. To natomiast o czym nie każdy z literatury się dowie to przepyszne miejsce na mapie Wilna – Forto Dvaras (Pilies g. 16, tuż obok Uniwersytetu Wileńskiego). Kuchnia litewska nie jest moją ulubioną i z reguły nie jest to lekki (dosłownie) temat. Pierwsze zetknięcie z litewskimi specjałami miałam jeszcze przed wjazdem do Wilna, gdzie zatrzymałam się tradycyjne bliny smażone na tłuszczu, oblane kwaśną śmietaną i ociekającymi tłuszczem skwarkami… Nie trudno się domyślić, że po takim preludium do litewskiej kuchni nie byłam zachwycona, kiedy przekraczałam progi Forto Dvaras jednak szybko los tamtejszej kuchni się dla mnie odmienił. Na miejscu okazało się, że owszem litewska kuchnia ziemniakami stoi jednak bliny wcale nie muszą pływać w tłuszczu, są ponadto pyszne cepeliny, kibiny, dania mięsne, babki ziemniaczane a przede wszystkim królowa zup, czyli chłodnik litewski. W Forto jadłam obiad codziennie za całkiem przyzwoitą cenę i szczerze polecam to miejsce, nawet jeśli trzeba czasami poczekać pół godziny na stolik. Drugim miejscem, do którego warto się udać, a o którym niespecjalnie głośno w przewodnikach jest Muzeum Iluzji. Atrakcyjne miejsce zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, w którym nauka przeplata się z wyobraźnią tłumacząc zagadki iluzji. Miejsce jest niewielkie z tego, co pamiętam zajmuje trzy małe kondygnacje i kosztuje stosunkowo dużo, bo 10 € za osobę jednak stanowi doskonałą rozrywkę i przystanek w drodze do kolejnych kościołów i pomników historii.

Sama jestem zaskoczona, ale muszę przyznać, że Wilno to jedno z moich ulubionych miast i obok Rzymu i Budapesztu zrobiło na mnie chyba największe wrażenie. Jestem zaskoczona, bo jest dość kameralne w porównaniu z innymi i chyba właśnie dlatego zauroczyło mnie. Będąc w Wilnie koniecznie trzeba wybrać się do dawnej stolicy Litwy — Trok (pisałam o tym tutaj), a po drodze (nawet jeśli nie jesteś specjalnym fanem nekropoli jak ja) zatrzymać się na cmentarzu na Rossie (tutaj na ten temat). Jestem przekonana, że każdy odnajdzie w tej części świata coś dla siebie, bo historia w Wilnie przeplata się z nowoczesnością i stanowi jedną z ciekawszych stolic Europy.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: