Obok Świętego Walentego

Kilka dni temu przypomniało mi się o Świętym Walentym, patronie zakochanych i chorych psychicznie (chyba na jedno wychodzi). Jego czaszka spoczywa w szklanej skrzyni kościoła Santa Maria Cosmedin. Mało to romantyczne, a jednak przy okazji tego wspomnienia wróciłam myślami do jednej z moich największych miłości: Rzymu. Przed oczami miałam znów moje ukochane miejsca w tym mieście –  i najlepsze zajęcia, jakie miałam na studiach.

Zacznijmy od początku. Na IV roku studiów, w semestrze zimowym miałam zajęcia: Stolice starożytnego świata. Było to konserwatorium, na którym prowadzący oznajmił grupie, że przez najbliższe tygodnie będziemy rozmawiać tylko o Rzymie. Dlaczego? Powód oczywisty. Rzym zdaniem tego Pana to jedyny i słuszny temat zajęć, bo swego czasu był stolicą ówczesnego świata. Wprawdzie interesowałam się już starożytnością i właśnie zaczynałam pisać pracę magisterską, ale nigdy jeszcze nie byłam w Rzymie. Na zajęciach nie zajmowaliśmy się historią Imperium, którą już znaliśmy, ale miastem. Profesor opowiadał o mieście w taki sposób, że rysowało się samo w wyobraźni, a pokazywane co jakiś czas ilustracje były jedynie dodatkiem. Pamiętam z tych zajęć opowieści o budynkach, życiu w Rzymie i licznych antycznych pozostałościach rozsypanych nad Tybrem.

Zabawne, jak bardzo czas działa na wyobraźnię. Bywa, że dobre wspomnienia urastają w umyśle do rangi legendy wszech czasów, a bolesne odchodzą w zapomnienie. Udało mi się dzisiaj odnaleźć notatki z tych zajęć, i co ciekawe, zanotowałam tak niewiele, a pamiętam do dziś tak dużo. To właśnie tamte zajęcia sprawiły, że Wieczne Miasto stało się moim numerem jeden na mapie podróży do spełnienia. Kilka miesięcy później spacerowałam już wzdłuż Tybru.

Był kwiecień, późne popołudnie. Zapadał już zmrok. Byłam zmęczona i pełna wrażeń. Szłam wąską uliczką od strony Circus Maximus w stronę Kapitolu. Po lewej stronie zobaczyłam niewielki plac i kościół, który miał się stać moim osobistym miejscem w Rzymie. Przez otwarte drzwi zobaczyłam delikatnie oświetlony ołtarz, ukazujący w półmroku najbardziej klimatyczną świątynię, jaką kiedykolwiek widziałam. Nie było w niej bogatych zdobień, pozłacanych rzeźb czy marmurów. Chiesa di San Giorgio in Velabro, czyli kościół św. Jerzego na Velabrum, to prosta świątynia, której początki sięgają VII wieku. Wnętrze kościoła jest minimalistyczne, a jedynym miejscem skupiającym wzrok jest apsyda z freskiem Jezusa Zbawiciela wśród świętych Jerzego, Marii, Piotra i Sebastiana  i ołtarz główny — konstrukcja z również z VII wieku. Do  tego kościoła wracam przy każdej wizycie w Rzymie. Najczęściej po to, żeby zwolnić, uporządkować w ciszy myśli, pomodlić się, schronić przed słońcem. Najczęściej jest tam pusto, ale kiedyś trafiłam na ślub, a innym razem na wyjątkowo zwinnego kota, który pilnował jego murów. Lubię to miejsce, tak zwyczajnie i po prostu. Chyba najbardziej za to, że to najspokojniejsze dla mnie miejsce na Ziemi.
Niestety, są ludzie, którzy łączą z nim inne wspomnienia: charakterystyczny XVIII wieczny portyk został uszkodzony przez wybuch bomby w zaparkowanym pod kościołem samochodzie w 1993 roku.  Będąc przed kościołem warto zwrócić uwagę na widoczną bramę, do której dobudowana jest świątynia. Ta starożytna niewielka budowla do Brama Srebrników. Została wystawiona przez handlarzy bydła i ówczesnych bankierów przy wejściu na Forum Boarium ku czci cesarza Septymiusza Sewera. Na bramie widnieją wizerunki władcy i jego najbliższych w czasie składania ofiar. Widoczny jest między innymi relief przedstawiający Karakallę, który po dojściu do władzy polecił usunąć wizerunki zamordowanych na jego polecenie: żony, teścia i brata Septymiusza Gety.

No dobrze, ale co wspólnego z moim ulubionym kościołem i najciekawszymi zajęciami na studiach ma patron zakochanych? Cierpliwości, rzymskie historie zawsze są trochę zagmatwane. Wspólnym mianownikiem jest wspomniane Forum Boarium — najstarsze rzymskie forum. Większość turystów pamięta o nim tylko dzięki Rzymskim Wakacjom (słynny film z Audrey Hepburn i Gregorym Peckem). W starożytności Forum Boarium było największym targiem miasta, gdzie handlowano głównie bydłem. Jego położenie nie było przypadkowe, gdyż znajdowało się tuż obok portu nad Tybrem. Dzisiaj forum przecina ruchliwa ulica. Z jednej strony znajduje się dość duży jak na rzymskie warunki parking, z drugiej można z bliska przyjrzeć się świątyniom, które przetrwały. Na Forum Boarium poza Bramą Srebrników wkomponowaną w nawę kościoła są jeszcze trzy budowle. Pierwszą z nich jest Łuk Janusa, jeden z wielu w Wiecznym Mieście. Nie przypomina już dawnej konstrukcji znanej z XIX wiecznych rycin. Został wzniesiony na początku IV wieku prawdopodobnie ku czci cesarza Konstantyna w miejscu wcześniejszej budowli tego typu. Z jego dawnych zdobień do dzisiaj pozostało niewiele. Wnikliwi badacze będą w stanie dostrzec wizerunki Romy i Minevry, reszta odeszła w wieczne zapomnienie. Kolejne dwie budowle to świątynie. Jedna ku czci Herkulesa Oliwnego, druga świątynia Portunusa.

Te świątynie są jednymi z najlepiej zachowanych budowli starożytności, a świątynia Herkulesa jest jedyną zachowaną niemal od A do Z do czasów współczesnych. Los starożytnych budowli zależny był od chrześcijan, i to, że wiele z nich przetrwało w tak dobrym stanie, zawdzięczać można tylko temu, że zostały przekształcone w kościoły. Świątynię Herkulesa przez wieki mylnie nazywano świątynią Westy ze względu na podobieństwo do miejsca kultu tej bogini na Forum Romanum (owalna konstrukcja). Znalazłam w moich  notatkach informacje, że nie chodzi o patrona oliwy czy oliwek. Przydomek Oliwny odnosi się do liści oliwnych, symbolu jedności i zwycięstwa. Znajdująca się obok świątynia Portunusa to natomiast miejsce kultu bóstwa opiekującego się portami. Myślę, że niewielu będących w Rzymie zdaje sobie sprawę z tego, że o ile na Forum Romanum toczyło się życie polityczne, to w na pobliskim Forum Boarium działała swego rodzaju giełda towarów będąca ówczesnym centrum handlu.

Tuż obok dawnego Forum Boarium znajduje się popularne miejsce na mapie Rzymu – kościół Santa Maria Cosmedin. Od czasów, kiedy Audrey Hepburn i Gregory Peck i ich Rzymskie wakacje podbiły świat, miejsce to codziennie odwiedzają setki  turystów. Kolejka do Ust Prawdy umieszczonych w przedsionku kościoła jest prawie zawsze. Niestety, większość turystów po uwiecznieniu na fotografii pozy a lá Gregory Peck w roli reportera nie korzysta z okazji, żeby wejść do kościoła. Niech żałują! Bazylika Santa Maria Cosmedin to jedna z najstarszych świątyń Rzymu. Została wzniesiona w VI wieku na starożytnych murach. Grecka nazwa kościoła (cosmedin z gr. znaczy ozdabiać ) wzięła się stąd, że kościół przeznaczony był dla kolonii greckiej, licznie zamieszkującej okolice dawnego forum na przełomie VI i VII wieku. Wnętrze kościoła jest bardzo oryginalne, chociażby ze względu na 18 antycznych kolumn, wyjątkowo prostych w formie. O mozaice podłogowej i malowidłach ściennych nie wspomnę. Santa Maria Cosmedin kryje dwie niespodzianki. Pierwszą z nich jest patron zakochanych i chorych psychicznie, drugą krypta Hadriana. Nie chodzi o Hadriana, słynnego cesarza, ale o papieża Hadriana I, któremu Rzym zawdzięcza bardzo wiele. Jego pontyfikat był jednym z najdłuższych w historii i obfity w poważne inwestycje budowlane w mieście. Za jego czasów umocniono nie tylko mury miasta i brzegi Tybru, ale renowacje przechodziły zarówno budynki kościelne, jak i te użyteczności publicznej.

Wracając do Walentego, o którym głośno było w ubiegłym tygodniu. Romantyczne święto zwane Walentynkami, skomercjalizowane niemal do granic możliwości u większości z nas budzi miłe skojarzenia. Ale dlaczego właściwie Walenty? W Cesarstwie Rzymskim prawo bardzo skrupulatnie regulowało zasady zawierania małżeństw również wśród żołnierzy. Za czasów biskupa Walentego przez pewien okres obowiązywało prawo, które zakazywało żołnierzom do 37 roku życia wchodzić w związki małżeńskie. Zakaz ten motywowano tym, iż tylko legionista pozbawiony pokus, tęsknoty za rodziną i chęci powrotu do domu będzie w stanie poświęcić się w pełni obowiązkom wojskowym. Zakaz ten zignorował Walenty, który mimo zakazu błogosławił związki żołnierzy. Za karę trafił do więzienia gdzie zakochał się z niewidomej młodej kobiecie, prawdopodobnie córce strażnika, która pod wpływem jego miłości odzyskała wzrok. Miłość nie miała szczęśliwego finału, gdyż 14 lutego 269 roku wykonano egzekucję zakochanego więźnia. Relikwie Świętego Walentego znajdują się w wielu miejscach na świecie (również w Polsce) ale wydaje mi się, że te tuż obok Forum Boarium robią największe wrażenie. Z jednej strony do Santa Maria Cosmedin przybywają zakochani i  pragnący miłości, z drugiej zapalają świeczkę wpatrując się w czaszkę, która niewiele wspólnego ma z romantyczną miłością.

Z romantyzmem natomiast ogrom wspólnego ma sam Rzym. Rzym to przecież Roma, a Roma to Amor (amor z łac. miłość). Dla jednych najromantyczniejszym miejscem w Rzymie będzie Fontanna di Trevi, dla innych Ogrody Borghese, a dla mnie to właśnie okolica Forum Boarium jest miejscem gdzie serce bije mocniej. Po pierwsze dlatego, że obok Bramy Srebrników znalazłam swoje miejsce w Rzymie. Po drugie (może powinno być po pierwsze), że dzięki barwnym opowieściom o bydle nad Tybrem, zapachu, który musiał być nie do zniesienia i Cloaca Maxima znajdującym się tuż pod wspomnianym forum uruchomiła się moja wyobraźnia, która dała początek szczerej i wiecznej jak to miasto miłości do Rzymu.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: