Aquincum – starożytność po węgiersku

Witryna internetowa Muzeum w Aquincum wita odwiedzających komunikatem ,,Oto węgierskie Pompeje!”. Przytoczone słowa, które w 1820 roku powiedział ojciec przyszłego austro-węgierskiego cesarza Arcyksiążę Karol Józef Habsburg-Lotaryński, są moim zdaniem przesadzoną reklamą. Po pierwsze, ponieważ Aquincum ma niewiele wspólnego z miastem pod dzisiejszym Neapolem, po drugie taka reklama kompletnie jest niepotrzebna. Aquincum ma swoją historię, ogromne zasługi w rzymskich dziejach, a żywoty Pannończyków zamieszkujących jego mury kończyły się mniej dramatycznie niż u stóp Wezuwiusza.

Kiedy jesienią ubiegłego roku zawitałam do Budapesztu, obowiązkowym punktem mojej wycieczki była stolica dawnej rzymskiej prowincji – Dolnej Pannonii. To celtyckie miasto za sprawą podbojów Hadriana w I wieku n.e. weszło w skład cesarstwa na prawie municypalnym (oznaczało to, że mieszkańcy posiadali pełnię rzymskich praw obywatelskich). Ogromne jak na owe czasy miasto, które zamieszkiwało niemal 40 000 mieszkańców, początkowo było garnizonem wojskowym. Pannonia była prowincją znajdującą się na skraju Imperium, a Aquincum jednym z najdalej wysuniętych na północ miast rzymskich. Z tego powodu osada była jednocześnie jedną z najważniejszych pod względem militarnych potrzeb m. in. w czasie wojen markomańskich Marka Aureliusza. Od II wieku Aquincum tętniło życiem i posiadało bogatą architekturę: forum, łaźnie, termy, amfiteatr, garnizon wojskowy, budynki mieszkalne, budynki administracji prowincji i świątynie. W V wieku miasto zostało zniszczone przez Hunów, lata stagnacji przeżywało w następnym wieku pod panowaniem Awarów. W 896 roku na ziemiach rzymskiego miasta osiedlili się Madziarowie, protoplaści narodu węgierskiego.

Miasto zostało odkryte przypadkiem pod koniec XVIII wieku w czasie prac polowych, kiedy pewien plantator odnalazł szczątki rzymskiego ogrzewania podłogowego. W kolejnych latach na dziedzińcu klasztoru pijarów w centrum Pesztu odnaleziono ruiny fortu, w innym miejscu rzymskie mury. W 1820 roku Prefekt Óbudy zapoczątkował wykopaliska w Papföld, gdzie znajduje się obecne Muzeum Aquincum, odkrywając i zbierając szczątki dużej łaźni publicznej. Pozostałości dawnego Aquincum są zatem porozrzucane po Budapeszcie i jego okolicach a muzeum, które odwiedziłam, jest zaledwie cząstką dawnego rzymskiego miasta.

Muzeum w Aquincum składa się z dwóch części: stałej ekspozycji muzealnej znajdującej się w budynku oraz parku archeologicznego na zewnątrz. Ekspozycja wewnątrz budynku jest świetnym wprowadzeniem do poznania rzymskich dziejów okolicy. Poza ogólnymi informacjami na temat historii miasta można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat życia samych Rzymian. W muzeum, obok oryginalnych eksponatów, zgromadzono kopie dawnych urządzeń codziennego użytku. Twórcom muzeum należą się wielkie brawa za połączenie tradycyjnego muzealnictwa z nowoczesnym laboratorium nauki. Historia, którą można ,,dotknąć” i poznawać przeszłość z bliska, a nie poprzez szklaną gablotę, jest bowiem najlepszą metodą nauczania. Zewnętrzna część muzeum to przede wszystkim ruiny łaźni, domów mieszkalnych, budynków rzemieślniczych, dawnego targowiska, świątyni Augusta, bazyliki i Willi Herkulesa. Ten ostatni obiekt jest szczególny ze względu na zachowane mozaiki posadzkowe (stąd prawdopodobnie porównanie Aquincum do Pompejów przez austriackiego Arcyksięcia). Dookoła parku archeologicznego zgromadzone zostały dziesiątki inskrypcji łacińskich, z których niestety spora część jest w opłakanym stanie. Wiele z nich próbowano nieudolnie restaurować, sklejając zaprawą betonową, co w połączeniu z brudem zgromadzonym na ich powierzchni daje dzisiaj smutny obraz pomników historii.

Co więcej mogę napisać o Aquincum? Wszystkie praktyczne informacje odnaleźć można w przewodnikach po Budapeszcie i okolicy, nikt jednak nie napisał o tym, że jest to miejsce naprawdę warte odwiedzenia. Ja natomiast ogromnie cieszę się, kiedy myślę o wizycie w nim i nie chodzi tu tylko o to, że starożytność jest w kręgu moich zainteresowań. Wizyta w stolicy Pannonii była jednym z najpiękniejszych jesiennych spacerów w moim życiu i lekcją historii, którą polecam każdemu.
Zazdroszczę Węgrom rzymskiej przeszłości i jestem pełna podziwu, że dbają o to, aby miejsce było żywym muzeum. Z nadzieją patrzyłam na nauczycieli z grupami dzieci, które były autentycznie zainteresowane rzymskimi dziejami. Jedyne nad czym ubolewam to fakt, że władze Aquincum nie są w stanie należycie zadbać o cenne źródła historyczne – inskrypcje, przez co pewnego dnia po Rzymianach w Pannonii pozostaną jedynie legendy.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: